Okładki:

Główna

  Naukowa

    Literacka

      Publicystyczna

        Galeria

ANDRZEJ ZIMNIAK

ZDROWIE

i zdrowe odżywianie

 

Aperitif - skosztuj wybrane fragmenty

 

Danie główne - konsumuj całe artykuły

   Świąteczne wabiki

   Tajemnice czekolady

 

 

Teksty będą wymieniane

 

 

 

 

 

 

   

Całe artykuły

 

 

 

 

 

 

 

 

Przynajmniej

zagryź...

Andrzej Zimniak
ŚWIĄTECZNE WABIKI

 

Nadchodzą dni piękne i pełne głębokiego sensu, zwłaszcza dla nas, ludzi potrafiących docenić rozkosze podniebienia: idą Święta. W kuchni smużące się aromaty przyprawiają o zawrót głowy: pachnie pieczystym, suszonymi śliwkami, makowcem, śledziem, rodzynkami i jeszcze ciepłym drożdżowym ciastem. Można z zamkniętymi oczami wędrować bez końca po tej wspaniałej krainie, a właściwie to nie bez końca, bo wreszcie warto przestać próbować, czy dobre, i poważnie zasiąść do stołu. No właśnie. Tu zaczyna się problem.

Od końca lata, kiedy można już było przejść z przypadkowej wczasowej kuchni na własną, prowadzisz racjonalny tryb życia, czyli jesz cztery razy dziennie i stosujesz indywidualną dietę "j.p." (czyli jesz połowę tego, co dusza by chciała, a indywidualnie wybierasz to, co ci najlepiej smakuje). Efekty są znakomite: ta sukienka sprzed sześciu lat znów pasuje jak ulał, koleżanki w pracy oglądają cię pięć raz dłużej niż trzeba i nic nie mówią, a przyjaciółki nie potrafią powstrzymać westchnień i nieszczerych pytań o twój stan zdrowia. Więc wszystko idzie jak z płatka, nawet ten przystojny brunet z naprzeciwka zaczął zwracać na ciebie uwagę. Jest świetnie, a tu nagle pojawia się problem Świąt i wigilijnych smakowitych pułapek! Szansa niebywała, żeby pofolgować podniebieniu, a z drugiej strony... on może zacząć patrzeć na inną, zanim ty znów w pocie czoła nadrobisz zaległości. Co robić?

Nie daj się zwariować, to najważniejsze. Święta są po to, żeby świętować, no i mieć z tego jakąś przyjemność. Nie rób nic, co popsułoby ci dobry humor. Powtórz sobie, albo nawet napisz i powieś na ścianie, że dieta jest dla ciebie, a nie ty dla diety. Po to przecież przeprowadzasz kurację, żeby świat stał się piękniejszy! No i nie traktuj wszystkiego tak śmiertelnie serio, przynajmniej zrób przerwę na Święta. Ale tak zupełnie z tego bruneta nie rezygnuj!

Przysłowie to stare: we wszystkim mieć miarę. Usiądź, zaparz sobie kawę i pomyśl, to naprawdę nieraz dobrze robi w zgiełkliwym pośpiechu dnia codziennego, a już szczególnie przedświątecznego. I na pewno znajdziesz tę swoją miarę. A jeśli nie jesteś tak do końca pewna swego, dam ci kilka dobrych rad na nadchodzące słodkie dni:

• Nie opychaj się smakołykami, bo rychło zapracujesz na cegłę w żołądku, rozboli cię głowa i pójdziesz spać. I to ma być ta świąteczna frajda? Za to jedz tyle razy, ile zechcesz.

• Spróbuj wszystkich potraw, ale naprawdę po trochu, przerywając na długo przed uczuciem sytości. Celebruj każdą degustację i noś jej smak ze sobą aż do następnej.

• Oczywiście nie licz kalorii, tego nie proponuję ci w żadnej diecie.

• Nie stroń od słodyczy i ciast, wszak są Święta, ale postaraj się jeść ich mniej niż innych smakołyków, jak ryba, wigilijna, kapusta czy pieczeń.

• Kieliszek wódki pod śledzika może być, ale jeden wystarczy.

• Masła, pieczywa i ziemniaków jedz tyle co wróbelek - to przecież żadne świąteczne specjały, lepiej zostwić miejsce na coś lepszego!

• Nie żałuj sobie sałatek jarzynowych, owoców i otrąb. Jak piecze w przełyku i żołądku, łyknij alka-prim lub zażyj trochę sody. Szklanka mleka też dobrze ci zrobi.

Tyle życzliwych rad wystarczy. Niestety, po Sylwestrze trzeba będzie wziąć się za siebie i odrobić zaległości, czyli czekają cię dwa tygodnie takiego sobie, hm, jedzenia. Jakaś mała pokuta być musi, za wszystko się płaci na tym świecie. A jeśli brunet z naprzeciwka wybierze sobie jakiś wieszak na palta, to tylko jego strata. Może już niedługo podczas wiosennego joggingu trafi się nowiutki, interesujący blondyn?

Życzę Świąt lekkich jak śnieżynka!


 

 

 

 

 

   

Andrzej Zimniak

TAJEMNICE CZEKOLADY

 

Nie spotkałem jeszcze człowieka, który by nie lubił czekolady. Bez umiaru zajadają się nią dzieci, lubuje się w niej młodzież, a ludzie w sile wieku, choć powinni dbać o linię, też często sięgają po słodkie tabliczki. W okresie II Wojny Światowej lotnicy angielscy podczas lotów bojowych zawsze mieli ze sobą jej spory zapas, aby w chwili osłabienia lub zmniejszenia możliwości koncentracji wzmocnić się na duchu i ciele. Doświadczeni turyści górscy i taternicy dobrze wiedzą, że nie powinno się wychodzić na szlak bez tabliczki czekolady w plecaku. Czy sam cukier krzepi, czy może coś jeszcze jest w tym kakaowym specjale?

 

Słodycze zwykle zawierają cukier, przyprawy smakowe, nierzadko sztucznie wytwarzane, oraz tzw. wypełniacz, który nadaje im odpowiednią masę, konsystencję i inne cechy fizyczne. Inaczej ma się rzecz z czekoladą, bo oprócz wymienionych substancji zawiera ona jako podstawowy składnik kakao. A ten produkt ma cenne dla zdrowia składniki, jak magnez i cynk. A więc możnaby przypuszczać, że preferencje konsumentów, częstokroć przedkładających czekoladę nad inne słodycze, tu mają swoje źródło. Instynktowna mądrość organizmu każe nam sięgać po produkty, zawierające potrzebne biopierwiastki, i ignorować te, które tylko faszerują nas tzw. pustymi kaloriami.

Jednak ogólne umiłowanie czekolady, oblewanych nią ciasteczek, czekoladowych cukierków, tortów, lodów i likierów nie dawało spać naukowcom. Ci z najprostszej rzeczy zaraz robią problem i biorą się do badań. Jednakże w przypadku czekolady badania okazały się tyleż owocne, co ich rezultaty zaskakujące.

Najpierw wykonano eksperyment, polegający na "wąchaniu porównawczym". Chodziło w nim o określenie, czy wdychane substancje lotne, rejestrowane w głębi nosa jako rozmaite zapachy, powodują, oprócz doznań estetycznych i informacyjnych, jeszcze jakieś efekty fizjologiczne. Aby wyeliminować wpływ czynników zewnętrznych, ochotników umieszczono w szczelnym pokoju z dala od źródeł zapachów, zasłonięto im oczy, a na uszach umieszczono słuchawki, aby wytłumić dźwięki. Dawano im kolejno do wąchania kawę, fasolkę, pieczony schab, krem waniliowy, ciasto, chleb i inne potrawy, a także syntetyczne środki zapachowe. Pośród produktów była też czekolada naturalna i syntetyczna. Podczas doświadczenia ochotnikom mierzono aktywność mózgu, rejestrując fale EEG. Wynik eksperymentu był zadziwiający: badani rozpoznawali poszczególne zapachy, ich apetyt wzrastał, lecz aktywność mózgu pozostawała na niezmienionym poziomie aż do... podsunięcia im pod nosy czekolady. W tym momencie rytm fal theta, odpowiedzialnych za koncentrację uwagi, spadał o ok. 30%, ale - uwaga - tylko w przypadku naturalnej czekolady! Sami badani dawali się nabrać na sztuczną czekoladę, której zmysłem węchu nie odróżniali od naturalnej, ale ich mózgi nie dawały się oszukać. Słowem - czekolada spowalnia rytm theta, a więc działa uspokajająco, nawet jeśli ograniczymy się do wąchania.

To jednak nie koniec "czekoladowych" sensacji. Naukowcy są uparci, więc dalej drążyli słodki temat. Wiadomo, że wszystkie słodycze poprawiają nastrój, zwiększając w mózgu produkcję serotoniny, która jest tzw. neuroprzekaźnikiem, czyli, bardzo upraszczając, zwiększa "przepustowość" naszych neuronów. Okazało się, że czekolada ma jeszcze inne działanie, lepiej wyjaśniające "czekoladowy głód", jakiego niektórzy z nas doznają kilka razy dziennie.

Kalifornijscy badacze wzięli pod lupę chemiczne składniki czekoladowych tłuszczów. Wyszło na jaw, że są wśród nich takie związki, które pobudzają receptory haszyszowe lub ułatwiają ich pobudzenie przez inne, naturalne czynniki. Natomiast aktywacja tych receptorów powoduje wzmożenie wrażliwości zmysłów i stany euforyczne, o czym doskonale wiedzą amatorzy konopi indyjskich, czyli popularnych w Amsterdamie "trawek".

A więc pętla oddziaływań się zamyka: czekolada koi nerwy i pobudza mózgowe ośrodki przyjemności i ekstazy, natomiast to fizjologiczne oddziaływanie potęguje pozytywne odczucia smakowe przy jej spożywaniu. Dlatego są ludzie, odczuwający swojego rodzaju głód czekoladowy, który czasami, w ekstremalnych przypadkach, przypomina prawdziwą narkotyczną psychozę.

Pragnę jednak uspokoić wszystkich amatorów czekolady, rodziców nienasyconych pociech, towarzystwa antynarkotykowe i odpowiednie służby specjalne: trzeba zjeść aż 11 (jedenaście) kilogramów czekolady, żeby poczuć się tak, jak po wypaleniu jednego skręta z marihuany.

Z tego wszystkiego wynika, że życie z czekoladą byłoby łatwiejsze, gdyby tak fatalnie nie psuła zębów. Ale cóż, nic nie ma za darmo.


 

 

 


 

 

 

 

Okładki:

Główna

  Naukowa

    Literacka

      Publicystyczna

        Galeria